Aktualności
2011-03-24
Chciałem być lotnikiem
Rozmowa z profesorem Danielem J. Bemem, dyrektorem Wrocławskiego Centrum Sieciowo-Superkomputerowego.
Pańska kariera naukowa trwa nieprzerwanie już ponad 50 lat, od czego zaczęło się zamiłowanie do nauki? Jako młody człowiek wybierający się na studia, wiedział Pan dokładnie co chce robić w życiu?

Trudno powiedzieć. Już po II roku studiów profesor Tadeusz Tomankiewicz zaproponował mi pracę na Uczelni i tak to się zaczęło...

A kiedy wybierał Pan kierunek studiów, wiedział Pan dokładnie jaki wybierze?

Tak, wiedziałem, bo chciałem być lotnikiem. Złożyłem papiery do Wojskowej Akademii Technicznej na Wydział Lotniczy, ale ponieważ nie byłem pewny politycznie, powiedziano mi, że na czołowej polskiej uczelni wojskowej taki obywatel studiować nie może. Wtedy moi znajomi doradzili mi, żebym się wyniósł jak najdalej, bo jestem ze Skierniewic, więc w grę wchodziły tylko Szczecin i Wrocław. Wrocław wybrałem, bo mój wuj zabrał mnie w 1948 roku na Kongres Intelektualistów, który odbywał się akurat tutaj. Oczywiście nie byliśmy uczestnikami tego kongresu, ale to jakoś tak zbliżyło to miasto do mnie, które zresztą do dzisiaj bardzo kocham.

I wtedy wybrał Pan studia na Politechnice Wrocławskiej? Ale dlaczego taki kierunek?


Bo tu nie było wydziału lotnictwa, został zlikwidowany zanim ja zdążyłem się tam zgłosić, a ja się elektroniką interesowałem równolegle. To nie były przeciwstawne sprawy.

Od ponad pół wieku jest Pan związany z rodzimą uczelnią, na Politechnice Wrocławskiej pełnił Pan wzasadzie wszystkie możliwe funkcje - kierownika zakładu, dyrektora instytutu, dziekana i prorektora - jak z perspektywy tak długiego czasu ocenia Pan zmiany zachodzące na własnej uczelni, zwłaszcza wkontekście rozwoju nauki?


Zacznijmy od tego, że byłem twórcą WCSS-u. To się trochę przez przypadek zdarzyło, ponieważ był program „Budowa Krajowej Akademickiej Sieci Komputerowej”, to się nazywało wtedy CPBR - Centralny Program Badawczo-Rozwojowy - i nasi informatycy się nie mogli dogadać kto ma być kierownikiem programu.  A wiadomo, jak się kilku kłóci, to ktoś na tym korzysta i ja zostałem szefem tego programu, czego nie żałuję (śmiech). To mi dało dużo satysfakcji, to był program ogólnopolski i dużo renomowanych uczelni brało w nim udział, takich jak Uniwersytet Warszawski, czy Politechnika Poznańska. To była niesamowita frajda, mimo że jak na karierę zawodową, byłem jeszcze stosunkowo młody. Nie pamiętam dokładnie, ale to były późne lata 80. minionego wieku. W tej chwili, moim zdaniem, uczelnia kwitnie. Jak zaczynałem pracować na Politechnice, to była zaściankowa uczelnia. Ale teraz...

WCSS liczy już 15 lat. Jakie były początki Centrum?

Jak już mówiłem, zostałem przez przypadek szefem Centralnego Programu Badawczo-Rozwojowego pod nazwą „Budowa Krajowej Akademickiej Sieci Komputerowej”. W trakcie realizacji tego projektu, w którym brało udział 8 uczelni, powiedziano mi, że jest szansa, żeby we Wrocławiu stworzyć centrum sieciowo-superkomputerowe, tylko trzeba odpowiedni wniosek przygotować, a na to mieliśmy trzy tygodnie. Szczęśliwie trafiłem na bardzo życzliwych ludzi, którzy pomogli mi sformułować ten wniosek. No i w konkursie zostaliśmy zaakceptowani jako jeden z pięciu ośrodków, obok Warszawy, Poznania, Gdańska i Krakowa. I tak to się zaczęło. Muszę powiedzieć, że od początku miałem ogromną pomoc ze strony dyrektora Józefa Janyszka, który jak zaczynaliśmy współpracę, trochę nie wierzył w to, że ten program będzie się tak rozwijał, ale potem przekonał się i do dzisiaj dba o to Centrum.

WCSS aktywnie współpracował w inicjatywie POL-34 i od początku także w projekcie PIONIER?

Rzeczywiście, pamiętam, że dr Józef Janyszek był pomysłodawcą nazwy POL-34 dla tej inicjatywy sieciowej, a nasze dołączenie do niej było możliwe dzięki dobrej współpracy z Dyrekcją PKP we Wrocławiu. WCSS czynnie uczestniczył również w budowie pilota sieci Polskiego Internetu Optycznego na konferencję ISThmus 2000, za co uzyskał wyróżnienie Komitetu Programowego. Obecnie pod kierunkiem WCSS partnerzy z PIONIERA realizują projekt PKI.
Jakie obecnie są priorytety Centrum?

Tutaj mogę być trochę nielojalny wobec Centrum. W_tej chwili na świecie rozwija się coś, co nazywa się „cloud computing” - komputerowanie w_chmurze. To trochę jest tak, jak z rozwojem telekomunikacji. Najpierw rozwinęła się ona lokalnie, a_potem powstał system światowej telekomunikacji i w tej chwili wygląda na to, że przed nami jest właśnie chmura komputerowa, nie ma sensu tworzyć centrów komputerowych, lepiej to wszystko stworzyć centralnie ikorzystać z usług zewnętrznych. Czy to się sprawdzi? Zobaczymy (śmiech). Jako twórca tego centrum chciałbym, aby ono przetrwało, ale niewykluczone, że przyjdzie nam się w_tej chmurze zanurzyć…

Czyli tak na dobrą sprawę przejdziemy do wirtualnej rzeczywistości, bo działania muszą się łączyć wirtualnie, tak jak w rzeczywistości gridowej?

Sieć gridowa to jest zaczątek tego, że przestaniemy rozwijać indywidualne centra obliczeniowe na rzecz korzystanie zusług wyspecjalizowanych obiektów.

Jak Pan profesor ocenia polską naukę, czy Polska nauka jest zdaniem Pana Profesora innowacyjna wporównaniu z innymi krajami? Zkim możemy się porównywać, ado kogo jeszcze nam brakuje?

Jesteśmy pośrodku. Na pewno nie należymy do czołówki, czego najlepszym dowodem jest, że noblistów nie mamy żadnych. Szczęśliwie mamy w naukach humanistycznych, to też dobre, ale wtechnicznych nie mamy. Trzeba zaznaczyć, że możliwości atrakcyjnych badań naukowych są związane z zapleczem. Jak mówiłem na początku, kiedy dostałem pracę na Politechnice, to zaplecze nasze było gorzej niż biedne. Teraz się bardzo poprawiło i to między innymi dzięki działaniom rektora. Ale na wyniki tego trzeba trochę poczekać, to się nie da zrobić tak z_dnia na dzien. Nawet jeśli już mamy do dyspozycji bardzo atrakcyjne laboratoria, to jeszcze ludzie muszą się nauczyć korzystać z nich. Ja jestem pełen optymizmu. Przed nami jest, świetlana, to może za dużo powiedziane (śmiech), ale dobra przyszłość ito szczególnie, uważam, w telekomunikacji i informatyce.

Ostatnie pytanie to marzenia iżyczenia. Czy podwójny doktor honoris causa wielokrotnie wyróżniany najwyższymi państwowymi odznaczeniami i nagrodami może sobie jeszcze czegoś życzyć w życiu zawodowym?

Kiedyś jak mnie pytano jak moje zdrowie, to zawsze mówiłem doskonale. A teraz zgodnie z peselem (śmiech). Ja bardzo bym chciał jeździć na nartach, jeździć konno, ale niestety zdrowie…

A w życiu zawodowym?

Właściwie to nie byłem tylko rektorem. W moim życiu zawodowym spełniły się wszystkie życzenia i marzenia…

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję.


Rozmawiała Kinga Jurga

Daniel Józef Bem

Profesor doktor habilitowany inżynier telekomunikacji, specjalności radiokomunikacja, sieci komputerowe, systemy telekomunikacyjne, teoria elektromagnetyzmu. Członek rzeczywisty PAN. Twórca i dyrektor Wrocławskiego Centrum Sieciowo-Superkomputerowego. Absolwent i profesor Wydziału Łączności Politechniki Wrocławskiej (obecnie Wydział Elektroniki Politechniki Wrocławskiej). Specjalista ds. systemów anten długofalowych i przetwarzania danych satelitarnych. Członek Komitetu Elektroniki i Telekomunikacji PAN i_wiceprezes oddziału we Wrocławiu (od 2003). Doctor honoris causa Wojskowej Akademii Technicznej (2003) oraz Politechniki Wrocławskiej (2008).
prof. Daniel J. Bem