Aktualności
2010-07-15
Wychowywać zdrowych inżynierów

Rozmowa ze Stanisławem Starzakiem, Kanclerzem Politechniki Łódzkiej, wiceprzewodniczącym Konsorcjum PIONIER.

Panie Doktorze, Staszku, mam pytanie nawiązujące do historii PIONIERA. Zanim przyszedł rok 1997, spotkanie w Toruniu, czy wspólne pisanie projektu PIONIER w 1999 roku, byłeś już ekspertem sieci komputerowych. Jakie były Twoje wcześniejsze doświadczenia sieciowe?

Moje pierwsze doświadczenia z siecią komputerową były stosunkowo późne. Pierwszy raz w swoim życiu zawodowym z technologią sieci spotkałem się podczas pracy w Brukseli, w latach 80-tych, z jedną z pierwszych w Belgii sieci internetowych. I kiedy przyjechałem do Polski, to już wpadłem właściwie w projekty tworzenia pierwszych sieci lokalnych. Były marzenia o pierwszym sterowniku Ethernet, wówczas horrendalnie drogim, żeby można było zbudować sieć. Potem przyszła możliwość zorganizowania uczelnianej sieci komputerowej, którą stworzyliśmy wspólnie z kolegą z Zakładu Sieci Komputerowych, założonego wcześniej przy moim współudziale. Ten sam zespół, w oparciu o zdobyte doświadczenia wziął na siebie obowiązki zaprojektowania także sieci miejskiej. Przedsięwzięcie organizacyjnie i finansowo przerastało siły pojedynczej jednostki dydaktycznej uczelni i trzeba było zorganizować Centrum Komputerowe, z którego wkrótce potem „wypączkował” LODMAN. Dzięki temu, że miałem okazję współpracować z całym środowiskiem, w jakiś sposób wspornie podnosiliśmy nasze kompetencje. Ja chyba już za późno się za to zabrałem, bo czy zostałem kiedykolwiek ekspertem w tej dziedzinie, to nie jestem pewien…

Od wielu lat reprezentujesz sieć PIONIER na forach międzynarodowych, między innymi w organizacji TERENA, byłeś także członkiem Zarządu tej organizacji. Przedstawiając dokonania Polskiego Internetu Optycznego, spotykasz się również z ludźmi na płaszczyźnie półzawodowej czy prywatnej. Jak PIONIER jest odbierany w tych kontaktach osobistych?

Myślę, że na to pytanie trzeba odpowiedzieć w pewnej perspektywie historycznej. To, co w tej chwili mi przyszło do głowy, to spotkanie w Brukseli w 2000 roku, kiedy po raz pierwszy przedstawiliśmy koncepcję „kolorowej” sieci optycznej. Przypominam sobie to zdumienie ze strony wszystkich słuchających… Pierwsze to takie – dlaczego myśmy na to nie wpadli, a drugie – zaraz, ale kto to wymyślił? Potem mogliśmy się już pochwalić uruchomieniem programu PIONIER, i to zderzenie ze światem, które wówczas nastąpiło, może było najbardziej satysfakcjonujące… Stanęliśmy twarzą w twarz z gronem 700 uczestników walnego zgromadzenia użytkowników DFN (Deutsche Forschungsnetz), gdzie mogliśmy powiedzie: robimy to, co czołowe sieci na świecie. Wzbudziliśmy wówczas najpierw zazdrość, zaraz potem podziw, ale natychmiast pojawiło się pytanie: dlaczego nie robimy tak jak Polacy? Trzeba było chyba jeszcze czterech lat, zanim rzeczywiście Niemcy poszli naszym śladem. Nasz sukces to także pierwsze w Europie połączenie Cross Border Dark Fiber, pomiędzy nami a Niemcami. Ale w istocie to, co po dziś dzień budzi największe zdziwienie wśród tych znajomych, przyjaciół, czy szefów, managerów sieci akademickich w Europie i na świecie to fakt, że przez te kilkanaście lat udało się pracować w zgodzie w federacyjnej strukturze Konsorcjum. To jest największy kapitał, jakim PIONIER dysponuje.

To ciekawa konkluzja, ale teraz chciałbym zapytać o kolejne Twoje zmiany zawodowe: znany na świecie ekspert problematyki sieciowej pojawia się w nowej funkcji, jako Kanclerz Politechniki Łódzkiej. Skąd ta zmiana, jakie to jest wyzwanie?

 Cechą specyficzną tego, co robiliśmy w Łodzi, było korzystanie przez wiele lat z przedakcesyjnych funduszy strukturalnych. Władze uczelni w pewnym momencie doszły do wniosku, że wobec sytuacji przystąpienia do Unii Europejskiej trzeba w jakiś sposób zorganizować sobie proces obsługi funduszy europejskich w zgodzie z zamówieniami publicznymi. W sposób naturalny wybór padł na doświadczenia Centrum Komputerowego, a ja otrzymałem ofertę objęcia funkcji Kanclerza z zapewnieniem, że będę mógł jednocześnie nadal opiekować się LODMANem. Postawiłem jedynie warunek, że dopóki będę pożyteczny w PIONIERZE, to będę chciał w nim nadal pracować. Jakie są refleksje po tym czasie? Większość rzeczy okazała się bardziej skomplikowana niż przypuszczałem wcześniej. Ale to, co sobie cenię na tym miejscu, to obraz działania uczelni jako całości. Zawsze jest mała satysfakcja, kiedy coś się na uczelni dzieje; mamy na przykład bardzo charakterystyczny kampus rewitalizowany z infrastruktury pofabrycz- nej, mamy kilka wyzwań, które pozwolą, mam nadzieję, pozostawić po sobie jakiś trwały ślad. Bardziej trwały niż switche, choć może nie jak światłowody (śmiech).

Faktycznie, jest taki najbardziej zewnętrznie rozpoznawalny obiekt kojarzący się z Politechniką Łódzką, na waszych materiałach, zdjęciach, kalendarzach?

Tak, to jest Pałacyk Rektora. Jest umieszczony w parku i najpopularniejsze zdjęcia to takie z okresu kwiecień/maj, kiedy zaczynają tam rosnąć cebulice. Wygląda wtedy jak na dużym dywanie... Politechnika jest obecnie w Łodzi największym właścicielem pałaców czy willi pofabrycznych.

To mi się podoba. Koniec ery feudałów, era Politechniki. I wszystkie pałace kapitalistyczne...

Fabrykanckie raczej. Ta żarłoczność kapitalizmu, gdyby ją obejrzeć w kontekście tego, co się działo w XIX czy XX wieku, jak właściciele tych fabryk dbali o pracowników, jak budowali szpitale, dzieci otaczali opieką, to wcale nie wypada tak źle. Choć oczywiście ludzkiego nieszczęścia nie brakowało i nigdy nie można go lekceważyć.

A te nowe wyzwania, o których wspomniałeś?

Chcemy region łódzki wyspecjalizować. Chcemy mu nadać charakter regionu „wyżyny” badawczej, w której będą dominować m.in. technologie energetyczne.

Czyli „Zagłębie Włókniarek" zmienia swój obraz w "Zagłębie Energetyków"? Może barwniejsze było to pierwsze, prawda? (śmiech)

Piękne dziewczyny zostały, zapewniam, zapraszam... Zmieniają po prostu swoje zawody na lepsze... Ale pytałeś o wyzwania. W tej chwili takim największym jest budowa Łódzkiego Akademickiego Centrum Sportowo-Dydaktycznego. W moim zamyśle ma to być wyposażone w techniki multimedialne, wysoko skomputeryzowane centrum sportowe, funkcjonujące jako swego rodzaju wzorcowy obiekt z przeznaczeniem dla kwalifikowanego sportu akademickiego. Taki obiekt, w którym nacisk na multimedia i ich wykorzystanie będzie znacznie większe, niż to jest w tej chwili gdzie indziej. Oczywiście centrum będzie miało przede wszystkim charakter dydaktyczno-badawczy. Z tego powodu projekty PLATONA są dla nas szczególnie ważne, bo one właśnie dają infrastrukturę usług, która może być do tego zaangażowana. Takie są zamierzenia.

Ja bym powiedział, że jest w tym również pewien element osobisty, bo wiem, że ty sam biegasz. Kiedy słyszę: „centrum sportu, otwarte, aktywne z elementami multimediów”, to widzę po prostu jakiś rys osobisty...

Całe życie uprawiałem jakiś sport. Wynika to chyba z faktu, ze sam jestem astmatykiem. Bez silnego wentylowania płuc nie mogę długo funkcjonować. Rzecz jest w czymś innym. Ja mam takie wewnętrzne przekonanie, że uczelnia wyższa musi wychowywać zdrowych inżynierów. Chodzi o to, żeby inżynier, który opuszcza uczelnię, pracował długo i wydajnie, żeby zarobił na siebie i na następnych inżynierów. W sporcie dzieje się tak, że na ogół się przegrywa. A sport, szeroko rozumiany, uczy tego, co Amerykanie nazywają: „keep on going, keep on trying”. Możesz próbować nawet dziesięć razy, ale w końcu mistrzostwo świata zdobędziesz. I wydaje mi się, że to jest najważniejsze w pracy inżyniera. Bo to muszą być inteligentni ludzie, znający technikę, wytrwali, nieustannie pokonujący przeszkody., czyli PIONIERzy.

To jest chyba także dobra konkluzja, żeby tej inżynierskiej wytrwałości w realizacji planów i w zdobywaniu efektów i sukcesów, nigdy Tobie nie zabrakło...

Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że ta nasza rozmowa nie wypadła nam tak strasznie poważnie?

Chyba nie...



dr inż. Stanisław Starzak Współtwórca Instytutu Informatyki Politechniki Łódzkiej, Centrum Komputerowego PŁ oraz Miejskiej Sieci Komputerowej LODMAN. Ukończył studia na Politechnice Łódzkiej, w 1980 roku otrzymał tytuł doktora nauk matematycznych. Od 38 lat nieprzerwanie związany zawodowo ze swoją uczelnią. Długoletni dyrektor CK oraz kierownik LODMAN, od 2006 pełni funkcję Kanclerza Politechniki Łódzkiej. Od samego początku związany z projektem PIONIER, był przedstawicielem polskiego środowiska naukowego i członkiem Zarządu stowarzyszenia TERENA. Od 2004 roku jest Wiceprzewodniczącym Konsorcjum PIONIER, a od roku – ekspertem Komisji Europejskiej ds. oceny projektów 7-go Programu Ramowego.

Maciej Stroiński, PCSS

Cechą specyficzną tego, co robiliśmy w Łodzi, było korzystanie przez wiele lat z przedakcesyjnych funduszy strukturalnych. Władze uczelni w pewnym momencie doszły do wniosku, że wobec sytuacji przystąpienia do Unii Europejskiej trzeba w jakiś sposób zorganizować sobie proces obsługi funduszy europejskich w zgodzie z zamówieniami publicznymi. W sposób naturalny wybór padł na doświadczenia Centrum Komputerowego, a ja otrzymałem ofertę objęcia funkcji Kanclerza z zapewnieniem, że będę mógł jednocześnie nadal opiekować się LODMANem. Postawiłem jedynie warunek, że dopóki będę pożyteczny w PIONIERZE, to będę chciał w nim nadal pracować. Jakie są refleksje po tym czasie? Większość rzeczy okazała się bardziej skomplikowana niż przypuszczałem wcześniej. Ale to, co sobie cenię na tym miejscu, to obraz działania uczelni jako całości. Zawsze jest mała satysfakcja, kiedy coś się na uczelni dzieje; mamy na przykład bardzo charakterystyczny kampus rewitalizowany z infrastruktury pofabrycznej, mamy kilka wyzwań, które pozwolą, mam nadzieję, pozostawić po sobie jakiś trwały ślad. Bardziej trwały niż switche, choć może nie jak światłowody (śmiech).

 

Faktycznie, jest taki najbardziej zewnętrznie rozpoznawalny obiekt kojarzący się z Politechniką Łódzką, na waszych materiałach, zdjęciach, kalendarzach?

 

Tak, to jest Pałacyk Rektora. Jest umieszczony w parku i najpopularniejsze zdjęcia to takie z okresu kwiecień/maj, kiedy zaczynają tam rosnąć cebulice. Wygląda wtedy jak na dużym dywanie... Politechnika jest obecnie w Łodzi największym właścicielem pałaców czy willi pofabrycznych.

 

To mi się podoba. Koniec ery feudałów, era Politechniki. I wszystkie pałace kapitalistyczne...

Fabrykanckie raczej. Ta żarłoczność kapitalizmu, gdyby ją obejrzeć w kontekście tego, co się działo w XIX czy XX wieku, jak właściciele tych fabryk dbali o pracowników, jak budowali szpitale, dzieci otaczali opieką, to wcale nie wypada tak źle. Choć oczywiście ludzkiego nieszczęścia nie brakowało i nigdy nie można go lekceważyć.

 

A te nowe wyzwania, o których wspomniałeś?

 

Chcemy region łódzki wyspecjalizować. Chcemy mu nadać charakter regionu „wyżyny” badawczej, w której będą dominować m.in. technologie energetyczne.

 

Czyli „Zagłębie Włókniarek" zmienia swój obraz w "Zagłębie Energetyków"? Może barwniejsze było to pierwsze, prawda? (śmiech)

 

Piękne dziewczyny zostały, zapewniam, zapraszam... Zmieniają po prostu swoje zawody na lepsze... Ale pytałeś o wyzwania. W tej chwili takim największym jest budowa Łódzkiego Akademickiego Centrum Sportowo-Dydaktycznego. W moim zamyśle ma to być wyposażone w techniki multimedialne, wysoko skomputeryzowane centrum sportowe, funkcjonujące jako swego rodzaju wzorcowy obiekt z przeznaczeniem dla kwalifikowanego sportu akademickiego. Taki obiekt, w którym nacisk na multimedia i ich wykorzystanie będzie znacznie większe, niż to jest w tej chwili gdzie indziej. Oczywiście centrum będzie miało przede wszystkim charakter dydaktyczno-badawczy. Z tego powodu projekty PLATONA są dla nas szczególnie ważne, bo one właśnie dają

infrastrukturę usług, która może być

do tego zaangażowana. Takie są zamierzenia.

Ja bym powiedział, że jest w tym

również pewien element osobisty,

bo wiem, że ty sam biegasz. Kiedy

słyszę: „centrum sportu, otwarte,

aktywne z elementami multimediów”,

to widzę po prostu jakiś rys

osobisty...

Całe życie uprawiałem jakiś sport. Wynika

to chyba z faktu, ze sam jestem astmatykiem.

Bez silnego wentylowania

płuc nie mogę długo funkcjonować.

Rzecz jest w czymś innym. Ja mam takie

wewnętrzne przekonanie, że uczelnia

wyższa musi wychowywać zdrowych inżynierów.

Chodzi o to, żeby inżynier, który

opuszcza uczelnię, pracował długo

i wydajnie, żeby zarobił na siebie i na następnych

inżynierów. W sporcie dzieje

się tak, że na ogół się przegrywa. A sport,

szeroko rozumiany, uczy tego, co Amerykanie

nazywają: „keep on going, keep on

trying”. Możesz próbować nawet dziesięć

razy, ale w końcu mistrzostwo świata

zdobędziesz. I wydaje mi się, że to jest

najważniejsze w pracy inżyniera. Bo to

muszą być inteligentni ludzie, znający

technikę, wytrwali, nieustannie pokonujący

przeszkody., czyli PIONIERzy.

To jest chyba także dobra konkluzja,

żeby tej inżynierskiej wytrwałości

w realizacji planów

i w zdobywaniu efektów i sukcesów,

nigdy Tobie nie zabrakło...

Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że ta

nasza rozmowa nie wypadła nam tak

strasznie poważnie?

Chyba nie...

dr inż. Stanisław Starzak

Współtwórca Instytutu Informatyki Politechniki

Łódzkiej, Centrum Komputerowego PŁ oraz Miejskiej

Sieci Komputerowej LODMAN. Ukończył

studia na Politechnice Łódzkiej, w 1980 roku

otrzymał tytuł doktora nauk matematycznych.

Od 38 lat nieprzerwanie związany zawodowo ze

swoją uczelnią. Długoletni dyrektor CK oraz kierownik

LODMAN, od 2006 pełni funkcję Kanclerza

Politechniki Łódzkiej. Od samego początku

związany z projektem PIONIER, był przedstawicielem

polskiego środowiska naukowego i członkiem

Zarządu stowarzyszenia TERENA. Od 2004

roku jest Wiceprzewodniczącym Konsorcjum

PIONIER, a od roku – ekspertem Komisji Europejskiej

ds. oceny projektów 7-go Programu Ramowego